Jezioro Vlietland i wędka Kamisori Zander

Opublikowany przez: Paweł Piekuta

Jesteś na Mikado / aktualności

Udostępnij artykuł na:

August 2, 2018

Jezioro Vlietland i wędka Kamisori Zander

Sezon, na który zawsze czekam z niecierpliwością, obmyślając strategie i szykując sprzęt, w Holandii rozpoczyna się w ostatni weekend maja. Kilka kilometrów od miasta, w którym mieszkam, rozciąga się sporych rozmiarów jezioro Vlietland, które w tym sezonie obrałem sobie jako cel. Zbiornik ten ma bardzo zróżnicowane dno, a głębokości dochodzą do ponad 30 metrów. Nad jezioro jeżdżę zazwyczaj rowerem, na który zabieram bardzo poręczną torbę M-Bag Bank&Boat, wypełnioną po brzegi przynętami, główkami jig i innymi rzeczami, które są przydatne nad wodą. Wędki przeważnie zabieram dwie, lecz tego dnia, w którym toczy się poniżej opisana historia, postanowiłem łowić tylko jedną. Zdecydowałem się na Kamisori Zander 2.60 m do 28g., uzbrojoną w kołowrotek Black Crystal serii 4005FD, na który nawinąłem plecionkę 0,14 Octa&Braid, w kolorze czerwonym - bardzo dobrze widoczną o zmroku.
Wytypowałem kilka miejsc, w które zamierzałem się udać.

image

Kilkakrotnie pływałem na łodzi po tym akwenie i sondowałem echem dno, aby w przyszłości ułatwić sobie zadanie. Korzystając z wcześniej sporządzonych map i GPS’u, dotarłem w miejsca, w którym mogłem obławiać się z brzegu. Tego popołudnia udałem się w okolice wyspy, która jest dosyć spora i znajduje się w połowie jeziora, dzieląc je na dwie części, połączone niewielkimi przesmykami, z jednej i z drugiej strony. Po jednej stronie znajduje się stok do 15m, na którym zamierzałem zacząć. Pierwsze kilka rzutów przeważnie wykonywałem ze stalka, ponieważ wielokrotnie szczupaki obcinały mi fluorocarbon, a nie jestem zwolennikiem grubych przyponów z fluo. Po kilkunastu rzutach i zmianie kilku gum, postanowiłem założyć Swingfish 11cm w kolorze 313. Po kolejnym rzucie, w momencie, kiedy pozwalałem przynęcie swobodnie opadać, obróciłem kilka razy korbką i poczułem przytrzymanie przynęty. Dzięki czułości wędki Kamisori Zander, którą wtedy łowiłem, miałem szansę odczuć delikatne zainteresowanie się moją gumą. Kij bardzo dobrze przekazuje brania w dolniku, co ułatwia wyczucie nawet najmniejszych skubnięć. Jest również bardzo uniwersalny, co do stosowanych przynęt - od woblerów po cięższe jigi, przez co z łatwością się nimi operuje.

image


Powtórzyłem rzut w to samo miejsce. Po kilku obrotach i wprowadzeniu przynęty w odpowiedni ruch, poczułem stanowczy opór. W momencie zacięcia, wędka dosyć mocno się wygięła, jednocześnie dobrze utrzymując rybę podczas holu. Po kilku chwilach wylądował na brzegu spory szczupak. Odhaczyłem szybko przynętę, zrobiłem kilka zdjęć i wypuściłem rybę do wody, by mogła rosnąć dalej. Być może jeszcze będę miał okazję z nią powalczyć…
Miejsce zmieniałem kilka razy, aż dotarłem na druga stronę wyspy, na kolejny stok, tym razem o wiele głębszy, schodzący do 32m. Zmieniłem przynętę na Nihonto 9cm w kolorze 372. Jest ona kolejną gumą, która bardzo mnie zaciekawiła swoim wyglądem. Jednak, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy w katalogu, nie wiedziałem jeszcze, że posiada ona ważne szczegóły, które decydują o jej skuteczności. Fiolet z zielonym brokatem i świecący dół gumy, robią z niej killera na drapieżniki.

image


Postanowiłem zdjąć stalkę, mając nadzieję, że nie spotkam już żadnego zębacza. Gumę uzbroiłem w 12 gramowego jiga, na haku 2/0. Minęło pół godziny i nic się nie działo, żadnego pstryka, na którego tak czekałem. Poszedłem troszkę dalej od wyspy, na miejsce, gdzie znajduje się jedna z zatopionych główek, a stok jest dosyć stromy z boku. Postanowiłem popróbować w tym miejscu z opadu. Kilka minut ciszy i po którymś kolejnym rzucie, poczułem potężne uderzenie. Zacięcie było błyskawiczne. Przypływ adrenaliny dał o sobie znać. Kij mocno się ugiął, ale jego praca pozwalała swobodnie panować nad holowaną rybą. Po kilku minutach pokazał się ładny, ciemno ubarwiony sandacz. Kilka zdjęć i ryba wróciła do wody w dobrej kondycji, nawet nie musiałem jej pomagać - odpłynęła błyskawicznie. Szczęśliwy z zastrzyku pozytywnych emocji, jakie towarzyszą podczas każdego holu większej ryby, postanowiłem zakończyć sesję i wrócić do domu. W drodze powrotnej zatrzymałem się, aby ugasić pragnienie. Miejsce, w którym zrobiłem postój, zaciekawiło mnie tak bardzo, że zdecydowałem się rozłożyć wędkę. Chwile mi zajęło wyjęcie i powtórne rozłożenie Kamisori Zander, na którą tym razem ulokowałem przynętę Nihonto 374, przypiętą agrafką, na dziesięciogramowej główce . Po kilku rzutach zameldował się na nią nieduży sandacz, który wystrzelił za zaproponowaną przeze mnie przynętą, jak z procy. Po krótkim holu, odhaczona ryba szybko wróciła do wody, a ja uradowany pojechałem w stronę domu. Przekonałem się, że nie można lekceważyć przynęt wyglądających, jak robaki, a w szczególności Nihonto. Kilka razy już miałem zaskakujące rezultaty na tę niepozorna gumkę, która działa zarówno na sandacza, szczupaka, jak i okonia.

image

Paweł Piekuta

Mikado Fishing Team

Udostępnij artykuł na:

wróć do listy