„Zimne”, jesienne blaty - finezja podstawą sukcesu

Opublikowany przez: Bartek Usakowski

Jesteś na Mikado / aktualności

Udostępnij artykuł na:

January 10, 2018

„Zimne”, jesienne blaty - finezja podstawą sukcesu

Dla wielu wędkarzy łowienie sandaczy w dużej, nizinnej rzece kojarzy się ze zbrojeniem przynęt w ciężkie główki i toporne obławianie wyżłobionych przez nurt rynien i dołów, jednak gdy temperatura otoczenia drastycznie spada bardzo często nie przynosi to zamierzonego efektu… Dlaczego?

 

 

Zimna woda niesie za sobą szereg zmian w życiu fauny i flory rzecznego ekosystemu do których wędkarz powinien się dostosować. „Biała ryba” migruje w pobliża swoich zimowisk ,a wraz za nią podążają drapieżniki ,których znacznie zwolniony już metabolizm wymusza pozyskiwanie pożywienia przy możliwie jak najmniejszej stracie energii.

 

 

Specyfikacja miejscówki

Przy zaledwie kilku stopniowej wodzie poszukiwanie aktywnych ryb oraz przemierzanie licznych kilometrów rzeki (które usilnie wciąż podpowiada nam logika) najczęściej powoduje mijanie się z celem.

Dużo prostszym oraz w moim mniemaniu lepszym rozwiązaniem jest skupienie się na obławianiu jednej, maksymalnie dwóch miejsc na których można zaobserwować gromadzenie się drobnicy. Rozpoczynając łowienie warto zbadać otoczenie wytypowanych przez nas „met” oraz wytyczyć ich newralgiczne punkty takie jak sąsiedztwo przynurtowych rynien oraz kamienistych blatów. Jesienne żerowanie sandaczy jest z reguły krótsze i dużo mniej intensywne niż w przypadku lata ,dlatego warto zobrazować sobie skąd można spodziewać się ich natarcia (rynny) oraz gdzie warto posłać naszą przynętę (blaty) imitującą odsunięty od stada łatwy kąsek, który na pewno dużo szybciej zwróci uwagę żerującej ryby niż w przypadku obławiania samego dołu wypełnionego drobnicą.

 

Poprawnie wytypowana meta potrafi dać także ciekawe bonusy

 

Technika

Kluczowym elementem obławiania wytypowanej przez nas wcześniej miejscówki jest wyrysowanie sobie w głowie drogi „przejścia” naszej przynęty na granicy blatu i zejścia w dołek. Istotne jest wzięcie pod uwagę kilku z pozoru oczywistych i prostych rzeczy takich jak prawidłowe ustawienie się względem tego jak w danym miejscu „kręci” woda, dobranie gramatury do wabika w taki sposób ,aby prąd przesuwał go w poprzek naszego blatu jedynie wyczuwalnie ocierając główką o dno oraz pozwalał nam na przejście wzdłuż linii kamieni lub żwiru leniwymi ,wolnymi podbiciami.

 

Sprzęt

Osobiście preferuję szybkie wędki poniżej 2 m z kołowrotkiem wielkości 3000 oraz nawiniętą plecionką grubości 0.14-0.17 mm.

Stosowanie przyponu z fluorocarbonu jest kwestią indywidualną ,osobiście uzależniam to od aktualnej przejrzystości wody w jakiej łowię (im bardziej mętna tym bardziej odchodzę od stosowania fluorocarbonu na rzecz przyponów wolframowych). Rozmiar oraz rodzaj przynęty uzależniony jest najczęściej od tego co aktualnie znajduje się w Naszym łowisku, jednak warto być wyposażonym dosyć kompleksowo w wielkości od 9 do nawet 20 cm.

 

 

Jesienna, zimna woda powoduje niestety to, że nie ma tak naprawdę złotych godzin żerowania sandaczy. Brań można spodziewać się zarówno w samo południe jak i w późnych godzinach nocnych, a dobre efekty przyniesie Nam jedynie upór i konsekwencja w realizacji Naszych założeń.

 

Bartek „Usak” Usakowski

Mikado Fishing Team

Udostępnij artykuł na:

wróć do listy