Jesienne klenie

Opublikowany przez: MK

Jesteś na Mikado / Testy

Udostępnij artykuł na:

October 29, 2013

Jesienne klenie

Od samego początku mojej wędkarskiej przygody, towarzyszyła mi wyraźna, wewnętrzna potrzeba ciągłego przebywania nad wodą. Niekończące się dni, godziny, minuty oczekiwania na każdą z zaplanowanych, dłuższych wypraw wędkarskich, mogłem porównać z przysłowiowym siedzeniem na szpilkach.

Choć czas często był czynnikiem ograniczającym, starałem się dwa czy trzy razy w tygodniu wyrwać choć na 2 godzinki do „innego świata”. Ten czas choć wydawałoby się tak krótki, dawał mi szansę oderwać się na chwilę od otaczającej mnie codzienności. Wiązało się to jednak z zawężaniem możliwych metod połowu, ponieważ jedynie sprzęt do spinningowania i muchy potrafiłem szybko pochwycić oraz sprawnie zapakować do samochodu. Natomiast sama alternatywa związana z wyborem potencjalnych łowisk do odwiedzenia, ograniczała się do tych w pobliżu Lublina.

foto-37

Łowiska te, choć są bardzo ciekawe niestety niezbyt bogate w ryby. Jednym z kilku powodów. takiego stanu rzeczy, jest panujący wśród wielu wędkarzy zwyczaj zabierania wszystkich złowionych ryb. Takie postępowanie odcisnęło szczególne piętno na przedstawicielach ryb drapieżnych. Dlatego też jako wędkarz, który czerpie ogromną przyjemność nie tylko z przebywania nad wodą, ale również z holowania oraz uwalniania ryb, rozpocząłem dla urozmaicenia przygodę z białorybem. Patrząc na to jak rozwija się oferta sprzętowa rodzimych firm oraz jak wielu, przede wszystkim młodych wędkarzy tak czyni – nie czuję się w tym postępowaniu osamotniony.

foto-38

Jednym z gatunków białorybu, którego przy użyciu spinningu poławiać lubię najbardziej jest kleń. Choć mogę go spotkać na wielu łowiskach, to jednak Wisłę uważam za najciekawsze z nich. Jest ona naprawdę dużą rzeką, na pewno największą w moich okolicach. Posiada przy tym bardzo zróżnicowaną linię brzegową, jak i ukształtowanie dna. To właśnie nad Wisłą spotykam jedne z najbardziej charakterystycznych i znanych mi stanowisk takich jak: opaski, rafy, główki – ostrogi, przykosy, klatki czy odnogi. Klenie bytujące w tym środowisku okazały się bardzo hojnym gatunkiem, który w okresach letnich dał mi szansę niejednokrotnie je spotkać i złowić w każdym z tych miejsc. Ponadto, upodobały sobie przebywanie tuż pod powierzchnią wody, bez względu na porę dnia czy panujący upał, co w moich oczach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym! Jako, że udało mi się poznać możliwości tej ryby, często słyszę pytanie: gdzie możemy ją spotkać? Odpowiadam: wszędzie tam gdzie woda płynie, tam dla kleni ona żyje.

foto-39

Dzisiaj jednak chciałbym zachęcić Was do wędkowania a zarazem łowienia kleni w nieco trudniejszym okresie a mianowicie - jesienią. Złota Polska jesień jest niezwykle piękna i kolorowa. Ptaki odlatują w cieplejsze rejony ziemi a drzewa okrywane są żółcią i złotem. Liście spadają z drzew motywowane powiewami wiatru. Niedaleko rzeki Wisły rozciągają się lasy, które jesień ubrała w brązowo-żółte runo leśne bogate w dorodne, jadalne grzyby.

foto-40

Po letnich upałach zostało tylko wspomnienie (nareszcie!). Niższa i znacznie bardziej komfortowa temperatura oraz brak upierdliwego, fruwającego robactwa przyprawia mnie o dobry nastrój. Na to właśnie czekałem! Pierwsze nocne przymrozki i obniżona temperatura wody, poprawiają jej przezroczystość.

Samo lustro przybiera odcień ołowiu, na tle którego coraz trudniej o jakiekolwiek oznaki bytowania ryb. A wszystko to dodatkowo przy znacznie obniżonym poziomie wody. W tych okolicznościach pojawia się pytanie: czy jeszcze warto wybrać się na klenie? Na pewno tak, ale jak bardzo – postaram się wyjaśnić.

foto-41

Stojąc już kilka lat za ladą sklepu wędkarskiego, oprócz typowych czynności jakie przyszło mi wykonywać, zawsze starałem się dokładnie wysłuchać spostrzeżeń moich klientów. Wynikało z nich między innymi, że za brak wyników w tym okresie obwiniają głównie niski poziom wody. To założenie powodowało u moich klubowych kolegów powstanie wątpliwości, w sens wypadów na klenie.

foto-42

Kluczową rolę w przypadku kleni odgrywa taka cecha jak PŁOCHLIWOŚĆ. Ze względu na ten fakt, uzyskał on miano ryby trudnej do złowienia. Osobiście pamiętając o tym jakże charakterystycznym zachowaniu tego gatunku, w znacznej mierze spotęgowanym dużą przezroczystością wody, postanowiłem przyjrzeć się dokładniej mojemu zachowaniu nad wodą.

foto-43

W tej chwili, zanim dotrę do brzegu, staram się wcześniej przewidzieć jak będzie padał mój cień i zapobiec pojawieniu się go w miejscu, w które zamierzam posłać przynętę. Nawet znalazłszy się już na brzegu, stąpając na paluszkach jak baletnica (wiem, ciężko to sobie w moim przypadku wyobrazić) nie potrafię uchronić się przed przewróceniem kamieni tam leżących.

Musicie uwierzyć mi na słowo, że właśnie kamieni jak i gałęzi jest tam naprawdę dużo. Przy gęstości jaką posiada woda, każdy najmniejszy odgłos uderzenia kamienia o kamień czy trzasku złamanej gałęzi pod butami rozchodzi się jak prąd oraz podobnie jak prąd razi i odstrasza nasze klenie. W związku z tym, zawsze kiedy tylko nadarzy się okazja, staram się wejść do wody. Jeśli już zdecyduję się do niej wejść, nie przypomina to oczywiście skoku na główkę z półobrotem, natomiast samo brodzenie niczym nie jest podobne do odgłosów spłoszonego stada koni.

foto-44

Załóżmy, że udało mi się dotrzeć do potencjalnego stanowiska ryb. Nie spłoszyłem ich wcześniej poprzez spowodowanie lawiny spadających kamieni bądź fali tsunami. Stoję w wodzie, co jest równoznaczne z tym, iż znajduję się w płytszym rejonie tej jakże dużej rzeki. Dotychczas gdy już wciągnąłem na siebie spodnio-buty najczęściej UMSN01 lub wodery UMW00, odbywało się to z myślą umożliwienia sobie przejścia a następnie zarzucenia przynęty jak najdalej od brzegu.

foto-45

Dzięki kleniom brodzenie nabrało dla mnie innego wymiaru. Choć stojąc w wodzie, wyglądam podobnie jak większość wędkarzy, to kierunek moich rzutów wywołuje niejednokrotnie uśmiech na ich twarzach.

Bo czy można nazwać normalnym postępowaniem, stanie po kolana w wodzie starego wyjadacza, odwróconego plecami do otwartej, głębszej rzeki...? Na domiar wszystkiego, starającego się rzucić przynętą na brzeg lub w wystające patyki znajdujące się na jeszcze mniejszej głębokości - a wszystko to przy przezroczystej wodzie i tak niskim poziomie. Tak na marginesie: zauważyłem, że ryby o wiele bardziej tolerują moją obecność kiedy stoję w wodzie niż na brzegu!    

foto-46

Z mojej perspektywy wygląda to niestety trochę mniej zabawnie, ponieważ to właśnie klenie jak żaden inny gatunek nadal są w stanie mnie zaskakiwać tym, w jak dużych zakamarkach potrafią pochwycić moją przynętę. Widząc natomiast głębokość w tych miejscach, od razu przyszło mi na myśl pytanie czy aby zaraz po wrzuceniu woblera, jego ster nie ugrzęźnie w dnie.

Wisła jako łowisko o zróżnicowanym ukształtowaniu dna, umożliwia mi posłanie przynęty  w relatywnie głębsze miejsce nawet bez konieczności przesuwania się. Korzystając z tej możliwości miałem szansę porównać łowienie na różnych głębokościach. W głębszych miejscach w których nie widzimy dna, nasza wybujała wyobraźnia próbuje sugerować niezliczoną ilość ryb jakie mogą się tam znajdować. W tym przypadku również komfort prowadzenia wabika jest ogromny, dlatego następuje oblężenie tylko takich miejsc.

foto-47

Do tej pory próbuję w ten sposób testować swoje łowiska i muszę powiedzieć, że nadal te stanowiska za które nikt nie zapłaciłby złamanego grosza udowadniają swoją wyższość. Z tych to właśnie powodów będę twierdził, że wyższy poziom wody jak i głębsze rejony są bardzo potrzebne wędkarzom ale absolutnie nie potrzebne kleniom.

Jak na razie zdążyłem dotrzeć na łowisko, a przede mną jeszcze zmagania związane z samym pochwyceniem klenia jak i techniką przeze mnie stosowaną. Cdn.

Pozdrawiam Waldek 

Tematyka: spinning, kleń,

Udostępnij artykuł na:

wróć do listy